|
Michał
Kościuszko Rajdowa
nadzieja Polaków?
Jest
młody i ambitny. Leszek
Kuzaj i Michał Sołowow uważają
go za nadzieję polskich
rajdów. On sam krytycznie
podchodzi do swojej osoby.
Wie, że zanim cokolwiek
osiągnie, będzie musiał
się sporo napracować. Ma
jednak do tego stworzone
idealne warunki - prężny
zespół, świetny samochód
i kochającą dziewczynę.
W przyszłości chciałby trafić
do fabrycznego teamu. Czy
marzenie 19-letniego Michała
Kościuszki ma szansę się
spełnić?
To jak
będzie z tą "fabryką"? Liczę,
że któregoś dnia
się do niej dostanę. Mam
dopiero 19 lat, więc wszystko
przede mną. Obecnie całe
moje życie jest podporządkowane
rajdom. Wierzę, że ciężka
praca kiedyś zaprocentuje.
O
Twoich startach w Mistrzostwach
Świata mówiło się
już rok temu. Byłeś nawet
zgłoszony do mistrzostw
Junior WRC. Dlaczego w nich
nie wystartowałeś? Nie
ma się co czarować - po
prostu przerosły nas koszty.
Za wypożyczenie samochodu
na każdy rajd zespół
musiałby zapłacić ok. 50
tys. euro. Do tego dochodziły
obowiązkowe opłaty za obsługę
medialną oraz catering.
Wypożyczanie?
Przecież macie własny samochód
- Corsę S1600. Niestety,
w Mistrzostwach Świata Corsą
wiele się nie zwojuje. To
znacznie starszy samochód
niż Suzuki, czy Renault.
Uważam, że nie ma sensu
ruszać w świat i od razu
stawiać się na przegranej
pozycji.
A więc
sezon 2005 będzie stał pod
znakiem Mistrzostw Europy? Robię
wszystko, aby tak się stało.
Obecnie kompletujemy budżet
na te starty. Kibiców
zapewniam jednak, że wezmę
również udział w
pełnym cyklu RSMP.
Porozmawiajmy
teraz o Twoim pilocie -
Jarku Baranie. Ponoć wiele
się zmieniło wraz z jego
przyjściem. Na pewno.
Jarek jest zawodowcem i
tym swoim zawodowstwem zaraża
wszystkich w zespole. Poza
tym to dzięki niemu zrozumiałem,
o co tak naprawdę w rajdach
chodzi. Jarek całkowicie
zmienił mój opis
trasy. Teraz jest on bardziej
przejrzysty.
Co
dokładnie masz na myśli? To
są niuanse, które
trudno wytłumaczyć. Głównie
chodzi o to, że teraz mam
zupełnie inne spojrzenie
na drogę. Dzięki nowemu
opisowi jestem w stanie
niejako narysować sobie
w głowie, co jest przede
mną. Poza tym teraz wystarczą
mi tylko dwa przejazdy zapoznawcze,
by przejechać oes pełnym
ogniem.
No to
pewnie nie jesteś upalaczem? Nie
i nie mam zamiaru nim być.
Szybko uświadomiłem sobie,
że chcąc cokolwiek osiągnąć
zagranicą od początku trzeba
jeździć zgodnie z obowiązującymi
regułami. Dlatego dokonuję
tylko tylu przejazdów
zapoznawczych, na ile pozwala
organizator. Obiema rękami
podpisuję się pod słowami
Simona Jean - Josepha, że
upalacze to rajdowcy na
dopingu.
Wróćmy
do początku naszej rozmowy.
Kiedy ruszysz na podbój
Mistrzostw Świata? Najwcześniej
w sezonie 2006. Przyszły
rok (sezon 2005 - przyp.)
mam zamiar poświęcić na
zdobywanie doświadczeń za
granicą. Stąd też starty
w Mistrzostwach Europy.
Gdy
dwa lata temu udzielałeś
nam wywiadu, widać było,
że starasz się profesjonalnie
podchodzić do rajdów.
Mam na myśli tę całą otoczkę
- firmę ustalającą kalendarz
startów czy dbałość
o formę psychofizyczną.
Czy nadal tak jest? Oczywiście.
Od niedawna doszły jeszcze
tzw. szkolenia medialne.
Pracuję z osobą, która
uczy mnie zachowania przed
kamerą, czy choćby właściwego
wysławiania się w czasie
wywiadów - takich
jak dzisiaj. Myślę, że wielu
polskim kierowcom przydałyby
się takie szkolenia.
Na
koniec chciałbym, abyś powiedział
kilka słów o swoim
najwierniejszym kibicu Rozumiem,
że masz na myśli moją dziewczynę
Agnieszkę. Tak naprawdę
to tylko dzięki niej potrafię
oderwać się czasem od sportu.
Niemal wszyscy ludzie, z
którymi się spotykam,
pytają mnie wyłącznie o
rajdy. Czasami jest to męczące.
Z Agnieszką jest na odwrót.
Chyba tylko z nią potrafię
rozmawiać na zupełnie inne
tematy.
Rozmawiał
Wojciech Garbarz Wywiad
ukazał się w nr 40 miesięcznika
WRC www.wrc.net.pl
|